top home
Zaloguj mnie automatycznie przy każdej wizycie:
Normalna szerokość 1024px Mniejsza szerokość 780px Większa szerokość 1152px Mobilna wersja forum


Pokaż wyniki jako: Posty Tematy Zaawansowane

Poprzedni temat «» Następny temat
Cinek  Rewolucjo trwaj



Aga czy Ula?: Aga i Ula
Pomógł: 5 razy
Wiek: 29
Dołączył: 09 Kwi 2009
Posty: 21036
Skąd: VVaryniol

Link do postu Wysłany: 2010-10-17, 00:08 Jadwiga Jędrzejowska (POL)





Jadwiga Jędrzejowska, zamężna Galert (ur. 15 października 1912 w Krakowie, zm. 28 lutego 1980 w Katowicach) - tenisistka polska, finalistka Wimbledonu w grze pojedynczej z 1937 roku, zwyciężczyni mistrzostw Francji w grze podwójnej, wielokrotna mistrzyni Polski.

Kariera

W czasie wieloletniej kariery broniła barw AZS Kraków, Legii Warszawa, Partyzanta Bydgoszcz, a po II wojnie światowej klubów katowickich - Pogoni i Baildonu Katowice. W latach 1927-1966 zdobyła 65 tytułów mistrzyni kraju (w singlu, deblu i mikście), ponadto 28 razy triumfowała w międzynarodowych mistrzostwach Polski. Jej przewaga nad krajowymi rywalkami była tak duża, że w 1938 związek tenisowy przyznał jej tytuł mistrzyni Polski bez gry.
Sławę zdobyła jednak przede wszystkim na kortach światowych. W 1931 debiutowała na Wimbledonie, ale odpadła już w I rundzie z dawną mistrzynią tego turnieju, Brytyjką Kathleen McKane Godfree. Na tym samym turnieju osiągnęła w 1937 finał, co pozostaje do dzisiaj największym sukcesem w historii polskiego tenisa. W półfinale Jędrzejowska pokonała Alice Marble (mistrzynię Wimbledonu dwa lata później), w finale prowadziła z Brytyjką Dorothy Round 4:2 i 30:15 w decydującym secie, by ostatecznie przegrać 2:6, 6:2, 5:7. Polka była również w finale mistrzostw USA we wrześniu 1937, w którym uległa Anicie Lizanie z Chile 4:6, 2:6. Trzeci finał wielkoszlemowy w singlu osiągnęła w 1939 na kortach im. Rolanda Garrosa, przegrywając z Francuzką Simone Mathieu 3:6, 6:8.
Jedyny tytuł wielkoszlemowy zdobyła w 1939 na mistrzostwach Francji. Wygrała debla w parze z Mathieu, tą samą, której uległa w finale gry pojedynczej; para polsko-francuska okazała się w decydującym meczu lepsza od duetu Alice Florian i Hella Kovac 7:5, 7:5. Na tym samym turnieju w 1936 Jędrzejowska osiągnęła finał debla w parze z Susan Noel, przegrywając z Mathieu i Billie Yorke w trzech setach (6:2, 4:6, 4:6). Jedyny raz w okresie powojennym Jadwiga Jędrzejowska była w finale turnieju wielkoszlemowego w 1947 - również na mistrzostwach Francji, ale tym razem w grze mieszanej; w parze z Rumunem Cristeą Caralulisem uległa jednak aż 0:6, 0:6 duetowi Eric Sturgess i Sheila Piercey Summers.
Poza turniejami wielkoszlemowymi odnosiła sukcesy także w imprezach nieco niższej rangi. W grze pojedynczej wygrywała m.in. mistrzostwa Londynu, międzynarodowe mistrzostwa Węgier, Austrii, Irlandii Północnej, Walii. Wygrała również prestiżowe międzynarodowe mistrzostwa Włoch w Rzymie w grze mieszanej, występując w parze ze słynnym australijskiem tenisistą i trenerem Harry Hopmanem. W 1937 nie przyjęła propozycji przejścia na status zawodowy (do tzw. cyrku Tildena). W rankingu światowym była klasyfikowana w 1936 na 6. miejscu, w latach 1937-1939 na 5. miejscu. Jej kariera międzynarodowa została przerwana przez wojnę światową; okres okupacji spędziła w Polsce, nie grając w tenisa. Jak sama wspominała, odrzuciła propozycję gry w Niemczech, stwierdzając, że zakończyła już karierę sportową. W rzeczywistości kontynuowała jednak występy po 1945, sukcesy odnosząc jednak już głównie na kortach krajowych. Zdobywając kolejne tytuły mistrzyni Polski w latach 60. stała się przykładem wyjątkowej długowieczności sportowej.
Grała sprzętem firmy Slazenger. Nazywana popularnie za granicą "Jed" lub "Ja-Ja" (jej nazwisko było za trudne do wymówienia), udzielała się tenisowo także w życiu towarzyskim. Była m.in. partnerką mikstową króla Szwecji Gustawa V; w czasie wojny król upominał się u władz niemieckich o umożliwienie jej wyjazdu z okupowanej Polski, z czego nie skorzystała. Dysponowała silnym forhendem, z czasem wypracowała także dobre uderzenie bekhendowe. Wśród swoich dobrych uderzeń wymieniała także plasowany serwis, smecz (z zastrzeżeniem, że nie grała zbyt chętnie przy siatce) i przede wszystkim skrót z bekhendu. Na kortach wyróżniała się także uśmiechem; w prasie amerykańskiej napisano "Musiała dopiero przyjechać mała Polka, żeby pokazać naszym tenisistkom, iż można przegrywać z uśmiechem". Miało to szczególne znaczenie w epoce, w której pierwsza porażka była w stanie załamać karierę takiej gwiazdy tenisa jak Suzanne Lenglen.
W 1936 i 1937 Jadwiga Jędrzejowska triumfowała w Plebiscycie "Przeglądu Sportowego". Otrzymała także Państwową Nagrodę Sportową w 1937. Została odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, pierwszym w PRL tytułem "Zasłużonej Mistrzyni Sportu". W 1977 została trzecią po Stanisławie Marusarzu i Waldemarze Baszanowskim laureatką Nagrody im. Janusza Kusocińskiego, przyznawanej za postawę sportową i obywatelską. W 1955 ukazały się jej wspomnienia Urodziłam się na korcie (w opracowaniu Kazimierza Gryżewskiego).

------------

Jadwiga Jędrzejowska-Galert miała 67 lat, gdy zmarła w Katowicach 28 lutego 1980 roku. Trzy dekady potem jest wciąż jedyną polską tenisistką z wielkoszlemowym tytułem, jedyną która zagrała w singlowych finałach Wielkiego Szlema. Pozostała wielką postacią nie tylko świata sportu.
Przed Erą Open, w czasach gdy biały sport zwany był jeszcze "lawn tennisem" (czyli trawiastym), Jędrzejowska stała się jego najwybitniejszą przedstawicielką nad Wisłą. Dosłownie tam, bo w Krakowie, gdzie przyszła na świat w 1912 roku. O trudnych początkach pisze w autobiograficznej książce "Urodziłam się na korcie". - Eleganckie damy patrzyły na mnie jak na dziwoląga czy cyrkówkę - pisze. - Mówiły: to ta dziewczyna od podnoszenia piłek, która ma tak silne uderzenie.

To uderzenie zademonstrowała w 1937 roku w Wimbledonie, gdzie w meczu finałowym (grano do dwóch wygranych setów) prowadziła 2:6, 6:2, 4:2, by jednak ulec Dorothy Round. - Jeden wewnętrzny głos nakazuje mi szlochać (...), lecz drugi głos, wicemistrzyni świata, kategorycznie zaprotestował. Muszę teraz pokazać się w loży dla zawodników, trzeba dowieść, że Polka potrafi z godnością znieść gorycz porażki - wspomina.

Bo Wimbledon był i jest najsłynniejszym turniejem tenisowym świata, katedrą sportu dla dam i dżentelmenów, marzeniem każdego tenisisty. Bo do dziś sędziowie odnoszą się tam do uczestników per "Miss" i "Mister", a tradycja nakazuje występ w białym stroju. Polka grała tam w finale, a po latach juniorskie tytuły zdobywały na trawniku Ola Olsza (też katowiczanka) oraz Aga i Ula Radwańskie (też krakowianki z urodzenia).

W przedwojennej Polsce Jędrzejowską doceniono laurami w plebiscycie Przeglądu Sportowego (1936-7). Grała w parze mikstowej z samym królem Szwecji Gustawem V, z którego oferty emigracji w czasach zawieruchy wojennej nie skorzystała. Uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także nagrodą im. Janusza Kusocińskiego. Po wojnie żyła w Katowicach, reprezentowała klub Baildon i uczyła dzieci grać w swojej szkółce.

Na krajowym podwórku nie miała rywalek. 65 razy zdobywała singlowe, deblowe i mikstowe mistrzostwo Polski, 28 razy mistrzostwo międzynarodowe. W 1938 roku polski związek (wtedy jeszcze PZLT) przyznał jej tytuł bez gry. Za granicą jej największe zwycięstwa to te w mistrzostwach Londynu, Węgier, Austrii, Anglii, Irlandii Północnej i Walii. Na karty historii dostała się jednak dzięki trzem wielkoszlemowym finałom.

Od finału wimbledońskiego minęła dobra dekada zanim w Polskim Radiu zadebiutował Bohdan Tomaszewski, a niemal cztery zanim wprowadzono ranking WTA. Kroniki podają jednak, że Jędrzejowska w 1936 roku zajmowała trzecią pozycję na listach światowych. Rok potem doszła do finału międzynarodowych mistrzostw USA (dziś US Open), a krótko przed wybuchem wojny była także w decydującym meczu na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu.

Jedyny wielkoszlemowy tytuł zdobyła właśnie wtedy, w deblowym duecie z Simone Mathieu, której uległa w finale singla. - Mam grać z madame Mathieu, lecz przewiduję już z góry, że mistrzostwa nie zdobędę - wspomina, że nie do pomyślenia było, by zagraniczna rywalka pokonała Francuzkę na korcie centralnym. Ale z jej pomocą została jedyną w polskiej historii kobietą z triumfem w Wielkim Szlemie (powtórzył to Wojciech Fibak w 1978 roku w Melbourne), a rok 1939 - co za zrządzenie losu - jest jednym z najlepszych w historii naszego tenisa, bo w paryskim ćwierćfinale grał także Ignacy Tłoczyński.

------------

Zapomniania legenda: Jadwiga Jędrzejowska
Krzysztof Kraśnicki
Dziś brzmi to absurdalnie, wręcz niewiarygodnie, ale to był rok 1927, a dyrektor szkoły postępował zgodnie z zaleceniem ministerstwa: uczniowie nie mają prawa przynależności do żadnej organizacji sportowej!
Utalentowana tenisistka odwołała się od szokującej dla niej decyzji; niepewne oczekiwanie trwało kilka tygodni, wreszcie przyszła odpowiedź: zgoda na powrót do szkoły. W drodze wyjątku. Na szczęście dla dziewczyny, dla tenisa, dla polskiego sportu - w ogóle, bo Jadzia miała wielki talent, o czym niebawem mieli się przekonać zwolennicy „białego sportu”.
W przypadku Jędrzejowskiej śmiało można powiedzieć, iż tenis był jej przeznaczeniem. Mieszkała w Krakowie, w domku nieopodal kortów tenisowych AZS; charakterystyczny odgłos odbijanej piłki towarzyszył jej od dziecka, od świtu do zmierzchu. Kiedy nieco podrosła, wolne od szkoły chwile poświęcała na zarobkowe podawanie piłek eleganckim dżentelmenom i ich rozkapryszonym partnerkom. Ojciec zarabiał niewiele, rodzinę stać było jedynie na najpilniejsze potrzeby. Podczas rzadkich chwil, kiedy korty nie były zajęte, sama próbowała swoich sił; rywalami byli wyłącznie chłopcy - koledzy od podawania piłek. Dziewczynki z niezamożnych rodzin nie zajmowały się na ogół sportem, o tak ekskluzywnej dyscyplinie, jaką był tenis, w biednych głowach nawet się nie mieściło. Ale i chłopaki coraz częściej odmawiali gry z Jadzią, była po prostu dla nich za silna.

W czasie, kiedy wydarzył się nieprzyjemny incydent w szkole, Jędrzejowska miała za sobą - już jako zawodniczka AZS Kraków - pierwsze sukcesy. W rok później była mistrzynią Polski - w grze deblowej, z Groblewską: „ Jadwiga Jędrzejowska stała się rewelacją tegorocznych mistrzostw. Takich drajwów chyba nikt w Polsce nie ma. A zaciętość, a talent! Dziewczyna zupełnie instynktownie wyczuwa każdą piłkę i instynktownie plasuje, wszystko to u niej wrodzone” - zachwycał się tenisowym odkryciem Przegląd Sportowy. Od tego momentu życie skromnej dziewczyny zmienia się diametralnie, otrzymuje zaproszenia, wygrywa krajowe imprezy. W 1929 roku po raz pierwszy wyjeżdża za granicę, do Budapesztu; odnosi sukces, zwycięża mistrzynię Węgier, a zaraz po powrocie zdobywa pierwszy tytuł mistrzyni Polski w grze pojedynczej, którego nie oddaje już do 1953 roku, nie tracąc przy tym ani jednego seta! Udany sezon dobiega końca, kiedy podczas jakiegoś meczu doznaje przykrej kontuzji złamania kości w stopie. Obawia się najgorszego - końca sportowej przygody, na szczęście obawy okazały się płonne; wiosną Jadzia wróciła do zdrowia, mogła kontynuować karierę.

Tenis, dyscyplina popularna jedynie wśród ludzi zamożnych, nie rozwijał się w kraju należycie, brakowało pieniędzy na szkolenie młodzieży, która zresztą miała oficjalny zakaz uprawiania sportu. Aż dziw bierze w czasach, kiedy drzwi klubów sportowych stoją otworem, a młodzież, w zdecydowanej większości, preferuje inny sposób spędzenia wolnych od zajęć szkolnych godzin.
Wróćmy do Jadzi; w 1931 r. po raz pierwszy pojechała do Paryża zagrać na słynnych kortach Roland Garros w Lasku Bulońskim, obiekcie przytłaczającym swym ogromem, o trybunach dla 20 tysięcy widzów. W dodatku debiutową rywalką Polki okazała się Amerykanka Elizabeth Ryan, ośmiokrotna mistrzyni świata w grze deblowej i mieszanej. Wchodzą na kort przy 30 stopniowym upale. Znika gdzieś debiutancka trema, Jędrzejowska... wygrywa pierwszego seta 6:2, ale w kolejnych do głosu dochodzi wielka rutyna rywalki. Amerykanka uzyskuje najpierw niewielką przewagę, wygrywa seta 9:7; w ostatnim już całkowicie panuje na korcie, wygrywa 6:3, w rezultacie i cały mecz.
Wreszcie przychodzi pora i na najsłynniejszą w świecie imprezę - turniej w Wimbledonie, zawody gigantyczne, Mekka tenisistów świata. Za wejście na trybuny snobistyczni Anglicy gotowi są zapłacić krocie, biletów brakuje już na pół roku przed turniejem. Polka staje na prestiżowym korcie numer 2, przed kilkunastotysięczną widownią. Niestety, źle rozkłada siły, w rezultacie przegrywa pierwsze spotkanie.
Ciągle uczestniczy w zawodach, jeździ po całej Europie, ale jednocześnie nie daje jej spokoju myśl, że nie pracuje, nie wspomaga rodziny. Ale jakiż pracodawca zatrudni osobę, która przez ponad pół roku zamiast w pracy, spędza czas na kortach? I, gdy już jest w bardzo kiepskiej kondycji psychicznej, pojawia się przedstawiciel Legii. Proponuje mieszkanie i... pracę w przedstawicielstwie Dunlopa. Jedyny warunek to używanie w zawodach rakiet tej firmy.Jędrzejowska przyjmuje propozycję, przenosi się do stolicy, cieszy się z pracy, coraz częściej wygrywa, coraz bardziej znane postaci opuszczają po meczu z Jędrzejowską kort ze spuszczonymi głowami. W 1936 roku ma za sobą zwycięstwo nad drugą rakietą świata, słynną Heleną Jacobs. Mecz tak bardzo wyczerpał zarozumiałą Amerykankę, iż po zejściu z kortu, na nic nie bacząc, zawołała: Dajcie mi szklaneczkę whisky. Błagam o whisky, tylko szybko! Wygrana z Jacobs to tytuł mistrzyni Budapesztu, w grze pojedynczej. Zwycięża również w mikście - z Ferencym. Z Budapesztu Jadzia jedzie do Wiednia, gdzie wygrywa turniej po niesamowitej, trwającej 3 godziny 45 minut walce z Francuzką Mathieu.
Z obiema rywalkami spotyka się niebawem, podczas międzynarodowych mistrzostw Francji, na Roland Garros. Najpierw gładko, w dwóch setach pokonuje Jacobs, która tym razem docenia Polkę, podaje rękę ze słowami: „Dżadża (tak ze względu na trudność wymawiania nazwiska Jadzi nazywają ją rywalki i zagraniczna prasa) grałaś dziś znakomicie”. W półfinale Dżadża spotyka się z twardą Mathieu, tym razem góruje rywalka - Polka zajmuje wysoką, trzecią lokatę.
Z Paryża śpieszy do Londynu, aby w Queens Clubie walczyć o mistrzostwo Londynu. Nasza zawodniczka zwycięża, zdobywa mistrzowski tytuł indywidualnie, a w mikście (para żeńsko-męska) zajmują z Harem drugie miejsce; dopiero w finale oddają zwycięstwo - najlepszej parze świata Budge-Fabyan.Zaraz po zawodach w Queens Clubie Polka startuje w turnieju wimbledońskim; losowanie sprawia, że w ćwierćfinale spotyka się z najlepszą tenisistką Anglii - Kay Stammers. Nikt nie wierzy, że zwyciężczynią może być Polka. A jednak wygrywa, a grą Jędrzejowskiej zachwyca się brytyjska prasa: Evening Standart uważa, iż Dżadża była bezkonkurencyjna; Evening News podkreśla mądrą i planową grę Polki. W półfinale Jadwiga spotyka się ze „starą znajomą” Heleną Jacobs, ale tym razem górą jest Amerykanka.

W kraju popularność tenisistki sięga zenitu; w 1936 r. wygrywa doroczny plebiscyt Przeglądu Sportowego; jej sukcesy mają dla kibiców większą wartość niż srebrne medale Walasiewiczówny czy Wajsówny zdobyte podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie. W rok później Jadwiga odnosi w Wimbledonie sukces, jakiego nie powtórzył żaden Polak do dnia dzisiejszego - dochodzi aż do finału, gdzie spotyka się z miss Round: Jutro rozegram najważniejszy mecz w życiu. Przeżywam dziwne wzruszenie, wielką radość, a jednocześnie przygniata mnie ciężar odpowiedzialności. Wiem, że tam w małym domku krakowskim zabiją mocno serca, wiem, że moi rówieśnicy z parku krakowskiego z drżeniem będą oczekiwali na wiadomość, czy dziewczyna, która kiedyś zbierała piłki, zdoła zwyciężyć - pisała Dżadża w swoim pamiętniku.
Nie zwyciężyła, mistrzostwo świata zdobyła Angielka, ale, jak już wspomniałem, osiągnięty przez Jędrzejowską sukces, drugie miejsce - srebrny medal, nie został przez polskiego tenisistę dotychczas powtórzony.
Po turnieju na Wembley złożył Polce wizytę słynny Fred Perry, trzykrotny zwycięzca Wimbledonu, później zawodowy tenisista „Cyrku Tildena”. Mistrz zaproponował Jędrzejowskiej roczny udział w zawodowej grupie za olbrzymią na owe czasy kwotę 25 tysięcy dolarów. Po krótkim wahaniu Jadwiga odmówiła: „Nic z tego Fred, ja nie chcę grać za pieniądze!”
Po raz drugi zaskoczyła odmowną odpowiedzią podczas II wojny światowej, kiedy wezwana na gestapo dowiedziała się, iż przyszedł list ze Szwecji, w którym król Gustaw V (amatorski partner tenisowy Jadwigi) domaga się, aby odszukać tenisistkę i wysłać ją do Sztokholmu. Gestapowiec nie mógł uwierzyć, iż Jędrzejowska odmówiła wyjazdu.
Wkrótce po wybuchu Powstania Warszawskiego Jędrzejowską i kilkanaście innych osób schwytano i zamknięto w domku na rogu Madalińskiego; kilkorgu, między nimi Jadwidze, udało się uciec przez ogródki działkowe na Polu Mokotowskim do Szczęśliwic, stamtąd do Międzyborowa.

Po zakończeniu wojny wróciła do Warszawy, ale dom, w którym mieszkała przed wojną, został spalony. Jakimś cudem odnalazła jedyną pamiątkę: srebrny medal wimbledoński. Zamieszkała w Bydgoszczy, a niebawem powróciła na korty, grała nieprzerwanie aż do lat 60., w których jeszcze zdobywała tytuły mistrzowskie. Była trzecią laureatką, po Stanisławie Marusarzu i Waldemarze Baszanowskim, Nagrody im. Janusza Kusocińskiego. Zmarła w 1980 roku w Katowicach - najjaśniejsza gwiazda polskiego tenisa.



----------------------

Marcin Bojanowski

Dżadża
Jadwiga Jędrzejowska należała do najlepszych tenisistek świata. Nigdy nie dotarła na sam szczyt, zawsze ktoś ją ubiegał. Dlatego przylgnęło do niej określenie „druga rakieta świata”.

Londyn, lipiec 1937 r. Dochodzi trzecia po południu. Trybuny kortu centralnego przy Church Road wypełnione do ostatniego krzesełka. Wszyscy w skupieniu oczekują pojawienia się finalistek. Pierwsza publiczności pokazuje się Angielka Doroty Round. Pewnym krokiem przemierza kort, po drodze kłaniając się znajomym i wielbicielom. Tuż za nią nieśmiało kroczy młoda krakowianka – Jadwiga Jędrzejowska. Rzut monetą, Angielka wygrywa losowanie i wybiera serwis. Zaczyna się finał Wimbledonu.

Początek jest bardzo nerwowy, Polka gra nierówno, przegrywa pierwszego seta 2:6 w zaledwie 20 minut. Po przerwie na kort wychodzi odmieniona. Gra staranniej, ambitniej, jej forhendy nabierają odpowiedniej szybkości i mocy. Wygrywa 6:2, ku wielkiej konsternacji widowni. O wyniku zadecyduje trzeci set. Jędrzejowska zdobywa się na jeszcze jeden wysiłek i przyspiesza tempo. Wychodzi na prowadzenie 4:2 i 30:15. Dwa gemy dzielą ją od mistrzostwa świata...

Polka nie wygrała tamtego meczu. „Nie byłam przyzwyczajona do kortów trawiastych, na których piłka skacze znacznie wyżej, tym więcej, że graliśmy lżejszymi piłkami aniżeli te, których używałam stale w treningu. Poza tym kort trawiasty (...) ma jeszcze jedną przykrą właściwość: ślizga się na nim człowiek niemiłosiernie. Zwłaszcza gdy pokropi trochę deszcz, gracze sypią się przy lada okazji” – tłumaczyła w rozmowie z „Ilustrowanym Kuryerem Codziennym”.

Jednak ówczesny finał przyniósł Jędrzejowskiej szacunek i sympatię zawodników i kibiców w całym tenisowym świecie. Rozpisywała się o niej prasa. Kłopotem było nazwisko. „Anglicy wymawiali je jak Dżendżowska” – żartowała Jędrzejowska. Jedna z londyńskich gazet zamieściła pod tytułem: „Ci, którzy wykręcają nam język”, następującą notatkę: „Oto sposób, w jaki należy wymawiać nazwisko polskiej championki w Wimbledonie: Yad–ui–ga Yen–je–yoska”. Inna z kolei donosiła: „Najwaleczniejszym człowiekiem na placu był sędzia. Miał on do wymówienia fantastyczne nazwisko Polki. Każdy z widzów chciał, ażeby Miss J.J. z Polski wygrała pierwszego gema, ażeby się dowiedzieć, jak właściwie brzmi jej nazwisko”. A karykaturzysta z „Evening News” przedstawił Polkę w płaczliwej pozie na korcie i umieścił pod tym napis: „Ażeby uniknąć zupełnego paraliżu gardła, strun głosowych i migdałków, polscy zawodnicy powinni na przyszłość nazywać się w bardziej chrześcijański sposób”.

Jędrzejowska, czyli Dżadża, spotkanie z tenisem zaczynała od podawania piłek w krakowskim AZS. Robiła to, by pomóc finansowo rodzicom. A mieszkali w domku położonym tuż obok kortów. Pierwszy raz w życiu wzięła rakietę do ręki, mając osiem lat. Grający właśnie starsi panowie zrobili sobie przerwę, by odpocząć. „Odbiłam piłkę prawdziwą rakietą, taką z wypolerowaną rączką i brzęczącymi strunami. Piłka frunęła leciutko na drugą stronę kortu. Uczyniła ledwie dostrzegalny kozioł i chłopak stojący naprzeciw mnie nie mógł już jej dosięgnąć” – wspominała w książce „Urodziłam się na korcie”. W tym czasie na trybunach zgromadziła się grupa zawodników. Z zainteresowaniem obserwowali grę ośmiolatki. Szeptali między sobą: patrzcie, to jest ta dziewczyna od podnoszenia piłek, która ma takie silne uderzenie.

Od tamtego czasu każdą wolną chwilę wykorzystywała na grę. „Cieszę się z każdego udanego odbicia, staram się, aby piłki spadały w upatrzone miejsca. Niestety, są to bardzo krótkie chwile – po prostu kradzione” – pisała we wspomnieniach. Nie miała własnej rakiety, nie było jej stać na kupno piłek, opłacanie kortów i trenera. Grała dzięki pomocy starszych graczy, którzy w drodze wyjątku pożyczali jej swoje rakiety. Tenis był wówczas sportem niezwykle ekskluzywnym. Brakowało sprzętu, który był niedostępny dla biedniejszych.

Jędrzejowska pierwszą własną rakietę – wystruganą z drewna – dostała od ojca. „Nie będziesz już potrzebowała pożyczać od tych tam panów” – oznajmił wręczając jej prezent. Nie rozstawała się z nią odtąd nawet na chwilę. Na noc rakietę wkładała pod poduszkę, tak jak inne dziewczynki lalkę.

Kiedy zaczynał się rok szkolny, miała mniej czasu na treningi. Jednakże zawsze po powrocie z lekcji książki rzucała do szafy i biegła na korty, żeby chociaż popatrzeć, jak grają inni.

Na początku każdego sezonu – w tamtym czasie nie grało się w tenisa zimą – pierwsza pojawiała się na kortach. Po zimie trzeba było nawierzchnię doprowadzić do porządku. Pomagała robotnikom. Wyrównywała dziury, walcowała plac – byle prędzej stanąć na korcie. Wiosną graczy przychodziło niewielu. Póki korty były wolne, dostawała pozwolenie na korzystanie z nich.

Zaczęła grać od razu ze starszymi zawodnikami, głównie mężczyznami. W pierwszych latach tenisa polskiego nie istniała oddzielna konkurencja dla juniorów. Nie przeszkadzało jej to wygrywać z najlepszymi. Nikt nie umiał dotrzymać jej kroku na korcie. Miała wrodzone, bardzo szybkie, forhendowe uderzenie „z kiści”. Jej talent dostrzegły władze klubu. Osoby, które roztoczyły nad nią opiekę, kierowały się swego rodzaju snobizmem. Był to snobizm mecenasów sportu, którzy chcieli zdobyć rozgłos, ponieważ odkryli zdolną tenisistkę.

W owym czasie kobiety w Polsce grały wyłącznie z głębi kortu. Wycieczki do siatki były niewybaczalnym odchyleniem od przyjętych zasad. Nie było wykształconej kadry trenerskiej, która przekazywałaby zawodniczkom, jak wygląda gra na poziomie europejskim. Polski Związek Tenisowy nie troszczył się o sprowadzenie trenera, który pracowałby z zawodnikami. Jeśli był jakiś instruktor, to opłacany prywatnie. Nie prowadził systematycznych metodycznych ćwiczeń ani z młodzieżą, ani z zaawansowanymi zawodnikami. Ćwiczył wyłącznie z ludźmi, którzy byli w stanie opłacić nauczyciela. A była to droga przyjemność. Trenerzy z zagranicy wykorzystywali koniunkturę i żądali za przyjazd do Polski bardzo wysokich honorariów. Tego rodzaju trening z zagranicznym gościem był bardzo modny.

Pierwszy mecz Jędrzejowska rozegrała na Śląsku. Nadspodziewanie pewnie wygrała z o wiele starszą zawodniczką. Po spotkaniu w lokalnej prasie ukazały się krótkie wzmianki o jej grze. Pisano, że zapewne w niedługim czasie zagrozi wszystkim polskim tenisistkom. „Czytając te komentarze pytałam samą siebie, czy ktoś ze mnie pokpiwa, czy istotnie tak myśli” – wspominała. Niedługo trzeba było czekać na weryfikację tych słów.

Jako szesnastolatka po raz pierwszy zakwalifikowała się do mistrzostw Polski. Warunkiem uczestnictwa w turnieju była biała bluzka, śnieżna spódniczka z falbankami oraz długie pończochy, gdyż wyjście na kort bez pończoch uważane było za wielkie wykroczenie przeciw dobrym obyczajom towarzyskim. Strój sfinansowali członkowie AZS. Jędrzejowska zrewanżowała się im, zdobywając swój pierwszy tytuł mistrzyni Polski w grze podwójnej.

Dzięki temu zwycięstwu zaczęto ją zapraszać na coraz większe turnieje w całej Polsce. W następnych mistrzostwach wygrywała już zarówno w singlu, jak i deblu, i mikście. „Przegląd Sportowy” donosił: „Jadwiga Jędrzejowska stała się rewelacją tegorocznych mistrzostw. Takich drajwów chyba nikt w Polsce nie ma. A jaka zaciętość i talent! Dziewczyna zupełnie instynktownie wyczuwa każdą piłkę i plasuje instynktownie, wszystko u niej to wrodzone”.

Przenosi się do stołecznej Legii, wówczas najlepszego klubu w Polsce. Jest szanowana i lubiana przez wszystkich graczy, mimo że oni pochodzą z inteligenckich domów, a ona nie ma żadnego wykształcenia. „Była niezwykle koleżeńska i bezpośrednia. Nigdy nie dawała odczuć, że uważa się za kogoś wyjątkowego. Zawsze uśmiechnięta i skora do żartów. Paliła strasznie dużo papierosów i wypijała ogromne ilości kawy. Lubiła też wypić kieliszek alkoholu, ale nigdy z tym nie przesadzała. Jak wracałyśmy z turniejów, piłyśmy nieraz wino ze zdobytego przez Jadzię pucharu” – opisywała Jędrzejowską Helena Tłoczyska, przed wojną mistrzyni Polski w saneczkarstwie i czołowa polska tenisistka.

Ładnie znosiła swoją wielkość, nie była wyniosła, choć w tamtym czasie była najpopularniejszą zawodniczką w kraju. W cuglach wygrywała plebiscyty „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca roku. Do kraju zaczęły spływać zaproszenia na zagraniczne turnieje, najpierw europejskie, później także amerykańskie. Nawiązywała równą walkę z najlepszymi zawodniczkami świata.

Na korcie była wyrozumiała. Trzeba było ją bardzo dobrze znać, żeby wiedzieć, z jakiego odbicia jest niezadowolona. Kiedy grała w miksta, to właściwie grało dwóch mężczyzn. Często poziomem gry przewyższała swoich partnerów, a na korcie towarzyszyli jej najlepsi. Będąc gwiazdą światowych turniejów, mogła występować z tak wybitnymi zawodnikami jak Brunon z wielkiej francuskiej czwórki daviescupowej.

„Silną bronią, która doprowadziła ją do finałów Wimbledonu, Rolanda Garrosa i US Open był słynny forhand, niesłychanie szybki jak na ówczesne czasy, zabójczy. Trzymała rakietę w charakterystyczny sposób, na samym końcu rączki. Bekhend był dużo gorszy, śmialiśmy się, że spod pachy. Ale miała drugi mocny atut, po tym ostrym forhandzie grała fenomenalny skrót, dropszot. Większość meczów prowadziła z głębi kortu. Gdy złapała rywalkę na forhand, wyrzucała ją z kortu, po czym grała dropszota i tym biła najlepsze rakiety świata” – podsumowywał jej grę wybitny komentator sportowy Bohdan Tomaszewski.

Miała na koncie tytuły międzynarodowej mistrzyni USA i Francji. W 1936 r. doszła do trzeciego miejsca w rankingu światowym tenisistek. Wszędzie, gdzie się pojawiała, witali ją polscy dyplomaci. Umiała się zachować w ambasadach i na salonach, choć nikt jej tego nie uczył.

Nie zależało jej na pieniądzach. Gdy pojawiła się propozycja przejścia na zawodowstwo – odmówiła. „Będę miała raz na zawsze zamkniętą drogę do amatorskich turniejów. Zapomnę, jaką rozkoszą dla sportowca jest walka i zwycięstwo. Stanę się niewolnicą kortów – manekinem tenisowym... A może w przyszłości wygram w Wimbledonie? Przecież to więcej warte niż wszystkie pieniądze” – tłumaczyła swoją decyzję.

Wimbledonu nie wygrała. Świetnie zapowiadającą się karierę przerwała wojna. Czas okupacji spędziła w Polsce, mimo licznych propozycji wyjazdu za granicę. Zaprosił ją do siebie m.in. szwedzki król Gustaw, którego poznała w czasie cyklu turniejów na Riwierze Francuskiej. Często grywali razem w tenisa. Jemu także odmówiła.

Po wojnie trafiła na krótko do bydgoskiej Polonii. Tam wyszła za mąż za Alfreda Galerta. Razem przenieśli się do Katowic. Jędrzejowska miała trenować uzdolnione sportowo dzieci, choć – jak twierdzili jej znajomi – nie miała talentów pedagogicznych. Jednak jej sława przyciągała tłumy chętnych. Raz lub dwa razy do roku wychodziła na kort, by ograć bez litości dwukrotnie młodsze rywalki. Posada trenerki zapewniała jej utrzymanie w czasach, gdy za zdobycie mistrzostwa Polski dostawało się tylko puchar i dyplom.

Najlepszą polską tenisistką pozostała aż do połowy lat 60. Gdy zdobywała swój ostatni tytuł, miała ponad 50 lat. W czasie licznych pojedynków z rywalkami krajowymi nie oddała im ani jednego seta. Była fenomenem na miarę światową. Wygrała największą liczbę tytułów mistrzowskich spośród polskich sportowców wszystkich dyscyplin. W grze pojedynczej, podwójnej i mieszanej zdobyła łącznie 65 tytułów mistrzyni kraju. Zmarła w 1980 r. na raka krtani. Wbrew tenisowemu dekalogowi, przez całe życie paliła mnóstwo papierosów.

Lubiła mawiać: „My, polscy gracze, powinniśmy jak najwięcej jeździć i jeździć, i... dać się bić. Jeszcze długo będziemy bici, zanim nauczymy grać się w tenisa, tak jak to widać na wielkim świecie”.




Źródła: wikipedia, sportowe fakty, http://www.gazetadobryznak.pl/index.php?art=496, polityka

Nie jest ważne by być lepszym niż ktoś inny, ale by być lepszym niż wczoraj.
"You don't have to be perfect, but you have to try hard. And I did all the time." - Elena Dementieva

Masha Neuner  C'mon Maria, Vika, Aga!



Aga czy Ula?: Robert
Wiek: 30
Dołączyła: 11 Kwi 2009
Posty: 2153
Skąd: Wallgau

Link do postu Wysłany: 2010-10-17, 01:30

Cinek bardzo fajny artykuł ;-)
Warto sobie popatrzeć jak niegdyś wyglądał tenis :-)



Those who belong at the top never forget their way back.
daro97  Aga C'mon



Aga czy Ula?: Aga
Wiek: 26
Dołączył: 21 Sie 2009
Posty: 2389

Link do postu Wysłany: 2010-10-17, 01:44

Naprawdę warto przeczytać !!!
Strasznie ciekawe życie miała ta nasza Dżadża :) Jestem ciekaw ile jeszcze czasu musi upłynąć aby jakaś polska tenisistka przebiła ją i wygrała Wimbledon :)

Tacy ludzie jak Jadzia pokazują że jeśli czegoś naprawdę się pragnie można to mieć tylko trzeba o to walczyć !!

A no i jak widać nie trzeba prowadzić mega zdrowego trybu życia by być w dobrej formie ;)


Aga czy Ula?: Aga i Ula
Pomógł: 1 raz
Wiek: 54
Dołączył: 14 Kwi 2009
Posty: 6413
Skąd: Sosnowiec/Gliwice

Link do postu Wysłany: 2010-10-18, 09:01

Teraz jest większa konkurecja, niż kiedyś - pamiętajmy, ze przed wojną sport kobiecy dopiero raczkował - od 1924 roku panie zostały dopuszczone do Igrzysk. Ja trochę tą historię znam - z książeczki wydanej na 100-lecie Wimbledonu (chyba pana Gowarzewskiego).
Ale sukcesy JJ były ogromne; szkoda że w 1936 nie było tenisa kobiet na Olimpiadzie (przed wojną tenis na IO był chyba tylko w 1924, a i tak nie pamiętam, czy grały tam panie-raczej nie...).
Po wojnie - przed Fibakiem była raczej posucha-senior Tomaszewski wymienia nazwisko Tłoczyńskiego, ale to była raczej tylko krajowa sława.
U pań - wystarczy zobaczyć do kiedy wygrywała Jędrzejowska MP. Miały szansę (już za naszych czasów) i Olsza i Grzybowska, ale to się szybko posypało.
No a teraz mamy pewne siostry :) )))
Z wspomnianej książki pamiętam, że przed wojną największe wydarzania tenisowe to nie były Szlemy, tylko puchar Davisa. Głównie mecze Francja - Tilden (czyli USA).

plastras
Space93  Czas zostać nr 1


Aga czy Ula?: Aga
Pomógł: 1 raz
Wiek: 26
Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 2798
Skąd: Celestynów/Warszawa

Link do postu Wysłany: 2010-10-18, 15:29

Niesamowite jest, gdy oglądamy odbicie forehandem. Teraz byłoby to dziwne gdyby tak stojąc dziwnie na nogach zawodniczka uderzała. Chyba że to tylko złudzenie, bo wydaje mi się, że nogi są kompletnie sztywne.

Cinek  Rewolucjo trwaj



Aga czy Ula?: Aga i Ula
Pomógł: 5 razy
Wiek: 29
Dołączył: 09 Kwi 2009
Posty: 21036
Skąd: VVaryniol

Link do postu Wysłany: 2010-10-18, 17:18

Tak się kiedyś grało. Wszyscy 'walili' z kiści (dla niewtajemniczonych - z nadgarstka).

Nie jest ważne by być lepszym niż ktoś inny, ale by być lepszym niż wczoraj.
"You don't have to be perfect, but you have to try hard. And I did all the time." - Elena Dementieva


Dołączył: 10 Mar 2012
Posty: 219

Link do postu Wysłany: 2012-06-02, 17:29 Jadzia

Film, część 1
część 2
część 3
część 4
część 5
część 6
część 7
część 8
kiriosz  



Pomógł: 1 raz
Dołączył: 06 Sie 2010
Posty: 2802

Link do postu Wysłany: 2012-07-13, 14:10

sport.pl napisał/a:

Jadwiga Jędrzejowska od podawaczki piłek bogaczom po finał Wimbledonu

Spała z wystruganą rakietą pod poduszką, nie miała pieniędzy na strój tenisowy, przez całą karierę paliła papierosy, kłóciła się z Charliem Chaplinem i złamała dworską etykietę. Krakowianka Jadwiga Jędrzejowska musiała pokonać o wiele więcej przeszkód niż Agnieszka Radwańska, by dotrzeć na szczyt


Radwańska awansowała do finału wielkoszlemowego Wimbledonu, w którym przegrała z Sereną Williams. Powtórzyła wyczyn Jędrzejowskiej, która 75 lat wcześniej też grała w finale prestiżowego turnieju na trawiastych kortach w Londynie. Droga obu polskich tenisistek na szczyt zaczęła się w Krakowie.

- Jędrzejowska była krakowianką z krwi i kości. Jej sposób mówienia był typowo małopolski, co nas, warszawiaków, nieco śmieszyło. Była zupełnie inna niż Radwańska, grę opierała na zabójczym forhendzie, a na korcie zawsze się uśmiechała w przeciwieństwie do smutnej i technicznej Agnieszki - wspomina Bohdan Tomaszewski, komentator sportowy, a niegdyś tenisista, który trenował z Jędrzejowską w warszawskiej Legii.

Radwańska kreowana jest przez media na dziewczynę z sąsiedztwa, której rodzina musiała sprzedawać kolekcję obrazów, by finansować wyjazdy na turnieje. Ale to Jędrzejowska musiała przełamywać przeciwności losu i konwenanse, by w ogóle marzyć o przebijaniu piłki przez siatkę.


Rakieta jak ukochana lalka

Urodziła się w 1912 roku w małym domku nieopodal kortów Akademickiego Związku Sportowego w Krakowie. W latach międzywojennych tenis zarezerwowany był wyłącznie dla elit. Na robotników, a tym bardziej na ich dzieci, na kortach spoglądano spode łba. Ośmioletnia Jędrzejowska postanowiła wspomóc finansowo rodziców i zaczęła podawać piłki bogaczom.

"Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy wzięłam rakietę do ręki. Wiem tylko, że było to w przerwie między spotkaniami starszych. Odbiłam piłkę prawdziwą rakietą, taką piękną rakietą z wypolerowaną rączką i brzęczącymi strunami. Piłka frunęła leciutko na drugą stronę kortu" - wspominała po latach na łamach książki "Urodziłam się na korcie".

Korty w krakowskim parku stały się jej drugim domem. Gdy miała 10 lat, ojciec wystrugał dla niej drewnianą rakietę. "Nie rozstaję się z nią odtąd ani na chwilę. Kiedy kładę się spać, wkładam ją pod poduszkę, tak jak inne dziewczynki ukochaną lalkę" - pisała Jędrzejowska.

Z dziecięcym zapałem organizuje własny klub tenisowy. Namawia chłopców z sąsiedztwa, by wystrugali własne rakiety. Na niewielkim placyku kredą malują linie, któryś z tenisistów daje im starą piłkę. Przez kilka dni zabawa w tenis trwa w najlepsze, ale 10-letnia Jadzia bije rówieśników na łeb. Obrażeni chłopcy rezygnują z gry.

W wieku 12 lat pomaga robotnikom walcować kort, a nawet podaje piłki podczas międzynarodowego meczu Kraków - Praga. Coraz częściej rywalizuje z dorosłymi, o jej talencie głośno mówi się wśród członków klubu. Ktoś wpada na pomysł, by dziewczynce od podawania piłek dać szansę i włączyć ją do kadry. Problem w tym, że to córka robotnika.


Rakietą w konwenanse

"Często czuję na sobie wzgardliwy i zawistny wzrok, który zdaje się mówić: "Co ta dziewczyna od podnoszenia piłek robi na korcie? Dlaczego zabiera miejsce innym? Dlaczego kręci się tu, pośród ludzi z innego świata?" - wspominała krakowianka. Dodawała, że ówczesna gwiazda Wanda Dubieńska chętnie utopiłaby ją w łyżce wody.

Andrzej Faruzel, były mistrz Europy, szef wyszkolenia młodzieży w Małopolskim Związku Tenisa, który grał z Jędrzejowską w katowickim klubie Baildon: - W jej autobiografii wydawanej w czasach cenzury trzeba było dopiec burżuazji. Ale tak naprawdę Jadzia wiele zawdzięczała wyższym sferom, bo dostała wielką szansę od losu.

Ostatecznie zarząd AZS-u przyjął 13-letnią Jędrzejowską do klubu po burzliwych obradach. - Nigdy nie będę grała z dziewczyną od podawania piłek - krzyczała jedna z członkiń zarządu. Kobiety nie chciały z nią trenować, więc ćwiczyła z mężczyznami. Zresztą na kortach wciąż obecne były konwenanse i zabobony. Jędrzejowska wspominała, jak jedna z tenisistek goniła po korcie hipnotyzera, który przed meczem niesłusznie przepowiedział jej zwycięstwo.

Krakowianka wierzyła wyłącznie w siebie. Dzięki tenisowi pierwszy raz pojechała pociągiem (na turniej do Katowic) i zobaczyła Tatry (podczas zawodów w Zakopanem). W wieku 15 lat miała zadebiutować w mistrzostwach Polski (razem z seniorami, bo wówczas nie było kategorii młodzieżowych), ale nie miała profesjonalnego stroju: obowiązkowej białej sukienki i długich pończoch. "Wiele łez wylewałam po nocach przez ten przeklęty kostium" - pisze w autobiografii.

Ostatecznie członkowie klubu kupili strój ze składek członkowskich, ale nie spodobało się to wyżej notowanym tenisistkom, które nadal z pogardą traktowały córkę robotnika. Jędrzejowska zdobyła wówczas mistrzostwo Polski w deblu, za co otrzymała złoty zegarek. Wkrótce potem zwyciężyła w turnieju w Krośnie, a nagrodą był kuferek, z którym nie rozstawała się przez resztę kariery.

Przez tenis wyleciała ze szkoły. Zgodnie z ówczesnym prawem na zajęcia nie mogły uczęszczać członkinie klubów sportowych. Jędrzejowska spakowała książki i wróciła do domu, by napisać list do Ministerstwa Edukacji. W resorcie postanowili zrobić wyjątek dla utalentowanej krakowianki i przywrócili ją do szkoły. O złośliwości elit miała przekonać się jeszcze raz, tuż przed maturą. Zazdrośni tenisiści namówili jednego z krakowskich dziennikarzy, by napisał, że Jędrzejowska zdała egzamin dojrzałości dzięki sukcesom sportowym.


Z Krakowa na salony

Tenisistka robiła postępy i zaczęła wyjeżdżać na zagraniczne turnieje. Przed mistrzostwami Francji w Paryżu (ówczesny French Open) zgubiła się na dworcu i okradł ją taksówkarz. Zadebiutowała na Wimbledonie. Potem wygrywała między innymi mistrzostwa Londynu, międzynarodowe mistrzostwa Węgier, Austrii, Irlandii Północnej i Walii.

Z Krakowa przeniosła się do Warszawy i zaczęła pracować w przedstawicielstwie jednego z producentów sprzętu sportowego. Przełomowy był rok 1937. Dotarła do półfinału French Open oraz finałów Wimbledonu i mistrzostw USA.

Z rozrzewnieniem wspominała sukces na trawiastych kortach w Londynie. W trzecim secie prowadziła 4:1 z Dorothy Round, by przegrać. "Bałam się zwycięstwa" - notuje po latach.

Wspomina, że Alicja Marble, półfinałowa rywalka, podbiegła do niej na korcie i krzyczała: "Jesteś najlepsza na świecie, skąd u ciebie ten kompleks niższości?".

Po turnieju odrzuciła ofertę przejścia na zawodowstwo wartą 25 tys. dolarów (tzw. cyrk Tildena skupiał tenisistów, którzy rozgrywali turnieje pokazowe, ale nie mogli startować w zarezerwowanych dla amatorów zawodach pokroju Wimbledonu). Wyjechała do USA, gdzie na trybunach zdenerwował ją nieznajomy mężczyzna, który raz po raz krytykował zawodników. - Pan zupełnie nie zna się na tenisie! - rzuciła zdenerwowana. I wspominała, że "rozmowa przerodziła się w ostrą utarczkę słowną". Okazało się, że prowokował ją sam Charlie Chaplin. "Gdybym nie miała nogi w gipsie, niewątpliwie uciekłabym z loży" - pisała. Szybko zaprzyjaźniła się z komediantem i gwiazdą Hollywood.

W 1939 roku wygrała French Open w grze podwójnej, a potem jej karierę przerwała II wojna światowa. Pewnego dnia do jej domu w Warszawie wkroczyli gestapowcy z propozycją azylu od Gustawa V, króla Szwecji i partnera deblowego. Mimo to Jędrzejowska odmówiła wyjazdu. - Po latach spotkali się podczas turnieju w Sztokholmie. Król zobaczył grającą na korcie Jadzię, ich spojrzenia się spotkały i wówczas pogroził jej palcem. Potem żartował, że złamała dworską etykietę, bo przecież królowi się nie odmawia. Bardzo lubił Polkę, która lepiej mówiła po niemiecku niż po angielsku i nazywała go Herr King - wspomina Tomaszewski.

W trakcie wojny schudła 23 kilogramy. W 1945 roku odwiedziła pogorzelisko po warszawskim domu. Pod stertą gruzu znalazła jedynie srebrny medal wimbledoński.


Gem, set, papieros

Po wojnie wróciła do tenisa, ale jedynym międzynarodowym sukcesem był finał French Open w grze mieszanej. W kraju wciąż dominowała. Ostatecznie zdobyła 65 tytułów mistrzyni Polski (w 1933 roku związek przyznał jej mistrzostwo bez gry), choć jak wspominają jej przyjaciele, przez całą karierę namiętnie paliła papierosy.

- Do dziś widzę Jadzie na ławeczce przed kortami Legii, jak zaciąga się damskimi papierosami z munsztukiem. Paliła zarówno przed, jak i po grze, ale nawyk zupełnie jej w tym nie przeszkadzał. Wciąż była najlepsza - uśmiecha się Tomaszewski.

- Mimo upływu lat ponad 40-letnia Jędrzejowska imponowała precyzją. Gdyby rozłożyć na korcie chusteczkę, na pewno trafiłaby w nią bez problemu z serwisu. Ale cały czas paliła. Inną namiętnością były karty. Gdy padało, siadaliśmy w klubie i graliśmy w jej ukochanego remika - wspomina Faruzel.

Radwańska zarobiła w finale Wimbledonu 3 mln zł i część sumy przeznaczy pewnie na kupno torebek znanych marek. 75 lat wcześniej Jędrzejowska dostała za finał 3,5 funta w bonach towarowych i korty Wimbledonu opuszczała z kuferkiem, który wygrała jako nastolatka w Krośnie. Po zakończeniu kariery trenowała młodzież w Katowicach. Gdy po latach wróciła do Krakowa, ze smutkiem stwierdziła, że jej macierzyste korty AZS-u już nie istnieją. Zmarła w 1980 roku na raka krtani, zgodnie z wolą rodziny została pochowana na cmentarzu Rakowickim.


sport.pl

:thumbup:

Cinek  Rewolucjo trwaj



Aga czy Ula?: Aga i Ula
Pomógł: 5 razy
Wiek: 29
Dołączył: 09 Kwi 2009
Posty: 21036
Skąd: VVaryniol

Link do postu Wysłany: 2012-10-14, 22:58

Dzisiaj mija 100 lat od urodzenia Jadwigi Jędrzejowskiej ;-) .

Nie jest ważne by być lepszym niż ktoś inny, ale by być lepszym niż wczoraj.
"You don't have to be perfect, but you have to try hard. And I did all the time." - Elena Dementieva


Dołączył: 11 Kwi 2009
Posty: 3505

Link do postu Wysłany: 2012-10-15, 05:29

Jadzia założyła solidne fundamenty pod dzisiejszą pozycję polskiego tenisa kobiecego.
Ale mogłoby być lepiej. Brakuje jakiegoś dużego turnieju jej imienia


Dołączył: 10 Mar 2012
Posty: 219

Link do postu Wysłany: 2013-06-12, 17:43 Jadwiga Jędrzejowska

Publikacje prasowe:

http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
http://trove.nla.gov.au/n...a&searchLimits=
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Tagi tematu: jadwiga, jedrzejowska, pol

Reklama



Forum o kobiecym tenisie - WTAtenis.pl

Mobilna wersja forum